wtorek, 24 grudnia 2013

Zapowiedź nowej serii + życzenia świąteczne

Witam serdecznie! :)

Nareszcie nadeszły święta oraz długo oczekiwane przeze mnie ferie świąteczne (zajęcia na uczelni zaczynają się dopiero 7.01.)!  :) Bardzo się z tego powodu cieszę, bo oprócz tego, że odpocznę od nauki i stresu uczelnianego oraz spędzę czas z najbliższymi, to będę miała więcej czasu także na to, by częściej tu coś napisać, jak i również na... Olejowanie włosów :P Ostatnimi czasy robiłam to zdecydowanie za rzadko, bo raz na 10-14 dni :( Planuję to zmienić, dlatego też chciałabym zapowiedzieć nową serię na blogu - W poszukiwaniu oleju idealnego :) W pierwszej kolejności mam zamiar napisać o tym, jak podziałał na moje włosy najbardziej znany wśród włosomaniaczek olej nasycony, a mianowicie olej kokosowy ;)

A tymczasem życzę Wam wesołych, zdrowych i włosowych świąt! :)

Zdjęcie gdzieś tam znalezione w internecie ;P
Pozdrawiam,
Ag90

sobota, 14 grudnia 2013

Aktualizacja włosowa #5

Cześć Wszystkim! :*

Trochę się spóźniłam z tą notką, bo chciałam w niej jeszcze zamieścić zdjęcia swoich włosów po użyciu cassi, jednakże przepraszam Was bardzo, ale ich nie zamieszczę, ponieważ nie mam już żywcem kiedy zrobić zdj włosom :( Te, które są w tej notce, zostały wykonane 5.12. oraz 10.12., zahennowałam włosy cassią 11.12., przy czym widzę, że po trzykrotnym umyciu włosów już nie widać gołym okiem różnicy między przed a po zahennowaniu - przynajmniej w moim mniemaniu. Mimo wszystko warto było użyć cassi :) Tym razem nie miałam takiej szopy na głowie, szybciej wypłukał się miodowy odcień, ale za to wzmocniły się włosy - dzięki czemu teraz o wieeele mniej wypadają! :)
Dobrze, teraz czas na zdjęcia ^^


5.12.2013

 przód - bez flesza 


tył - bez flesza


tył - z fleszem


To był mój bad hair day - włosy mi się strączkowały na potęgę, więc żeby uzyskać włosy takie, jak na zdjęciu tyłu bez flesza, musiałam je kilkakrotnie rozczesać (po czym i tak w ekspresowym tempie się zastrąkowały :/ ). Poza tym umyłam je samym szamponem rumiankowym Farmony z SLSem, nie nałożyłam później niczego na włosy, nawet serum, stąd efekt piórek na końcówkach na zdj z przodu, który został jeszcze spotęgowany przez grzywkę ściętą po skosie - tak mi obcięła fryzjerka w październiku (a miałam grzywkę ściętą na prosto) i teraz już wiem, że nie dam się więcej na coś takiego namówić :/

10.12.2013
(po wizycie u fryzjera)
przód - bez flesza


 tył - bez flesza


tył - z fleszem


Podczas mikołajkowej wizyty u fryzjera podcięto ok. 6-7cm  końcówek - jeszcze jedna taka wizyta i będę miała całkowicie wyrównane włosy, co mnie bardzo cieszy! :) Jestem strasznie zadowolona z trzeciego zdjęcia - tak, wiem, że jest z ono z fleszem i tak naprawdę 1. i 2. zdj ukazuje rzeczywisty stan moich włosów, ale spójrzcie proszę, jak moje włosy wyglądały dokładnie rok wcześniej (zdjęcie zrobione 9.12.2012) i ono również jest z fleszem!



No chyba ślepa nie jestem i widać różnicę, prawda? :D
Nic, tylko zostało mi życzyć sobie, aby za rok mieć w takim stanie włosy, że jak je sfotografuję, to bez flesza będę miała tak ładne i błyszczące, jak teraz z fleszem! ;) Nawet nie wiecie, jak bardzo podbudowała mnie ta aktualizacja włosowa i daje kopa do bycia dalej włosomaniaczką - bo widać, że warto! :)

Pozdrawiam serdecznie,
Ag90

PS. Ogłoszenia parafialne :) U blogowiczki ForeverGlam odbywa się fantastyczne rozdanie, gdzie będzie aż 3 zwycięzców - do wygrania są nie tylko kosmetyki, ale i również kolorówka ;) Co tu dużo gadać - zobaczcie sami!

 

niedziela, 1 grudnia 2013

Moja Wish-Lista :)

Cześć Kochani :*

Grudzień już nastał, święta tuż tuż, za parę dni będą mikołajki, napisałam już swój list do
św. Mikołaja :) i chciałabym dziś napisać, co takiego mi się marzy - chociaż niekoniecznie o to, co znajdziecie na mojej "chciej-liście", poprosiłam św. Mikołaja ;P


1. Primark, Hair Turban - czyli turban do włosów - zaczęłam go tak strasznie chcieć, odkąd przeczytałam na blogu Anwen o tym włosowym gadżecie :) Taki turbanik z mikrofibry, który idealnie "siedziałby" na mojej głowie bardzo by mi się przydał, zwłaszcza po naolejowaniu swoich włosów :)
2. Natura Siberica Professional, Rokitnikowy spray-odżywka do układania włosów - skład ma rewelacyjny! Znajdziemy tam olejek ałtajskiego rokitnika, olejek amarantusowy, miodunkę, mleczko cedrowe, oraz witaminy A, C, B6, B2, a to wszystko bez alkoholu <3 Naprawdę, o tak dobrze zapowiadającym się sprayu-odżywce jeszcze nigdy nie słyszałam!
3. Planeta Organica, Złota ajurwedyjska maska do włosów - oj chodzi za mną, chodzi, i to już co najmniej od pół roku ;P więc co mnie wstrzymuje przed zakupem? Cena (kasy wiecznie brak) oraz fakt, że posiadam 4 maski, które aktualnie zużywam, a 3 kolejne, zakupione w Indiach, czekają na swoją kolej... Także póki co, mam bana na zakup masek :(
4. Natura Siberica Professional, rokitnikowy scrub do skóry głowy - z tej samej serii co spray-odżywka, ma również rewelacyjny skład, oraz... Sam fakt, że to scrub, bardzo mnie intryguje, ponieważ nigdy tego typu kosmetyku do włosów nie miałam, dlatego chciałabym koniecznie spróbować :)

No cóż, zobaczymy, którą rzecz będę miała w pierwszej kolejności - i kiedy ;P
Co sądzicie o tych kosmetykach (i turbanie)? Miałyście coś może z mojej wish-listy? :)

Pozdrawiam!
Ag90

piątek, 22 listopada 2013

Love2Mix Organic z papryczką chilli i pomarańczą - recenzja szamponu

Hej, hej! :)
Jak w tytule, serdecznie zapraszam do przeczytania recenzji tegoż szamponu:
 

Wstęp: Używam go już od dobrych paru miesięcy, nie jestem w stanie zliczyć, które to już opakowanie wykończyłam ;) Kupuję go w sklepie Triny.pl, cena - 16zł za 360ml. Szampon ma normalną, nie leistą konsystencję, określiłabym ją nawet jako troszkę żelowatą. Zapach kojarzy mi się z Delicjami pomarańczowymi (czyli jak dla mnie bardzo przyjemny ;) ).


Skład: Aqua with infusions of Organic Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Fruit Extract, Organic Capsicum Frutescens Fruit Extract, Cocamidopropyl Betaine, Lauryl Glucoside, Sodium Cocoyl Glutamate, Guar Hydroxypropyltrimonium Chloride, Theobroma Cacao Seed Extract, Panax Ginseng Extract, Benzyl Alcohol, Sodium Chloride, Benzoic Acid, Sorbic Acid, Parfum, Citric Acid, Lycopen, Caramel.

Jak to w kosmetykach rosyjskich, już na początku INCI mamy połączenie wody z ekstraktami z pomarańczy oraz papryczki. Następnie są łagodne myjadła, antystatyk, oraz kolejne ekstrakty - tym razem z ziaren kakaowca właściwego oraz z żeń-szenia. Dalej mamy konserwant, kondycjoner i kolejne dwa konserwanty, zapach, a na koniec kwas cytrynowy, likopen i karmel. Czyli jest bardzo fajnie ;)

Działanie: Jest wspaniałe! <3 Szampon ma tylko łagodne myjadła, które mojej skórze głowy służą, włosy są dłużej świeże niż zwykle, odbite od nasady, nawilżone, dociążone - i to po użyciu jej solo! Bez problemu zmywa oleje. Czy stymuluje wzrost włosów? Obiektywnie nie umiem tego stwierdzić, bo zbyt dużo kosmetyków na porost włosów używam, ale myślę, że ma taką moc :P

Ocena 5/5: Idealny szampon do codziennego stosowania jak najbardziej godny polecenia <3

Miałyście go? Czy tylko mnie on tak zachwyca? ;) 

Pozdrawiam,
Ag90

  

piątek, 15 listopada 2013

Trochę prywaty - o kryzysie :(

Moi Kochani, niestety - dopadł mnie "włosomaniaczy" kryzys.
Nie mam na nic czasu. Ciągle tylko studia, tysiące spraw do załatwienia. Wypada mi więcej włosów niż zwykle, mam lekki łupież, którego nie mogę się pozbyć. Nie wiem, czy to od tego wypadania, czy po prostu mam porównanie do zahennowanych włosów, ale mój kucyk jest odczuwalnie cieńszy :(
Na dodatek generalnie mam załamkę - dopadł mnie brak wiary w siebie, w swoje możliwości, czy umiejętności. Wiecznie zmęczona, czekam tylko aż weekend nadejdzie, chociaż i wtedy mam inne sprawy na głowie. I wiem, że to wszystko odbija się na moim zdrowiu - czuję się osłabiona, śpiąca, mam wypłukany magnez z organizmu... No i zapewne na stan włosów również się to odbija.
Nawet nie mam za bardzo jak wprowadzić czegoś nowego do pielęgnacji, by ją urozmaić. Używam ten sam zestaw kosmetyków, bo chcę je zużyć to raz, a dwa... Niestety, musimy zacisnąć pasa i nie wydawać kasy wtedy, gdy nie potrzeba :/

Aktualny mój zestaw kosmetyków

Maski:
1) Pervoe Reshenie, Przepisy Babci Agafii, maska do włosów drożdżowa na pobudzenie wzrostu (na sam skalp) + Schwarzkopf, Gliss Kur Oil Nutritive, Maseczka przeciwdziałająca rozdwajaniu się włosów (na długość) - zawsze w tej kombinacji te maski stosuję;
2) L`Biotica, Biovax, Intensywnie regenerująca maseczka do włosów blond - moja pierwsza, a także ulubiona maska do włosów, na której nigdy się nie zawiodłam!
3) Pervoe Reshenie, Love2MIX Organic, Super intensywna maska stymulująca wzrost Ekstrakt z organicznej pomarańczy i papryczki chili - świetna maska, która najlepiej się sprawdza w użyciu razem ze swoją "siostrą"-szamponem;
Odżywki:
1) Schwarzkopf, Schauma, Fito - Kofeina, Odżywka wzmacniająca przeciw wypadaniu włosów - odżywka, która dzięki ekstraktom z ziół przedłuża świeżość moim włosom, daje fajny efekt puszystości i odbicia włosów u nasady - dlatego czasem ją również stosuję jak maskę, przede wszystkim nakładając na skalp;
2) Pervoe Reshenie, Planeta Organica, Turkish Conditioner (Wzmacniający balsam do wszystkich rodzajów włosów) - czasami używam ją jak maskę, a czasem jako pierwsze O w OMO - użyta na któryś z tych sposobów sprawia, że moje włosy są idealnie dociążone; jako drugie O w OMO w ogóle się nie sprawdza (efekt przeciążonych i szybciej przetłuszczających się włosów - gwarantowany)
3) Garnier, Ultra Doux, Odżywka z masłem kakaowym i olejkiem kokosowym - w polskich warunkach pogodowych bardzo dobrze się sprawdza, zwłaszcza teraz, późną jesienią ;)
4) Alberto Balsam, z ekstraktami z borówek i żeń-szenia - na lato świetna, a teraz jest zdecydowanie za lekka;

Szampony:
1) Pervoe Reshenie, Love2MIX Organic, Super intensywny szampon dla wszystkich typów włosów `Ekstrakt z organicznej pomarańczy i papryczki chili` - szampon do codziennego stosowania - pokochałam go i nie zamienię go na żaden inny! :)
2) Natura Siberica, Szampon neutralny do wrażliwej skóry głowy - gdy mam mocno przetłuszczone włosy, a jako pierwsze O chcę użyć maski/coś, co będę trzymała dłużej na włosach, to najpierw oczyszczam włosy tym szamponem i w tej roli świetnie się sprawdza!
3) Farmona, Herbal Care, Szampon rumiankowy - z SLS-em, do dokładnego oczyszczenia od czasu do czasu;

Wcierka:
1) Pervoe Reshenie, Apteczka Agafii, Aktywne serum ziołowe na porost włosów - 7 ziół, prowitamina B5, drożdże piwne, papryczka chili - wcierka nr 1 na równi z Jantarem! Nie zawiera alkoholu. Mimo, że wypada mi więcej włosów, to dzięki niej widzę małe baby hairsy :)
 
Na końcówki:
1) Organix, Nourishing Coconut Milk Anti - Breakage Serum (Odżywcze serum wzmacniające) - ach, ten kokosowy zapach <3 i co ważne, wydajne i bezalkoholowe!

Jak możecie zauważyć, nie napisałam ani słowa o olejach. Bo rzeczywiście przestałam olejować włosy. Nie dlatego, ponieważ mi się nie chce, ale z tego powodu, że nie mam czasu, by siedzieć 2-3h z olejem na włosach, bo albo zaraz gdzieś wychodzę, albo gdy już jestem wieczorem w domu, to zjem kolację, pójdę się umyć i idę spać. I nie mam pojęcia, kiedy olejowanie powróci do łask... :(

To tyle Kochani. Nie mam pojęcia, kiedy będzie następna notka. Wolę już niczego nie obiecywać, w każdym razie, jedno jest pewne - najpóźniej notka pojawi się w kolejnym miesiącu, gdy zaczną się ferie świąteczne, które, na szczęście, w tym roku są baaardzo długie :)

Pozdrawiam,
Ag90

piątek, 18 października 2013

W indyjskim klimacie ;)

Cześć i czołem! :)
Moja podróż do Indii dawno się zakończyła, a zatem zdam Wam w końcu relację z tego, jakie kosmetyki się sprawdziły, jakie zakupiłam, a na koniec dam jeszcze parę zdjęć z Indii :)


                                Czy się sprawdzili..?

O bezbarwnej hennie (cassi) Khadi nie będę się już rozpisywać, więc napiszę tylko tyle, że sprawdziła się ;) Odżywkę d/s Garniera z masłem kakaowym i olejem kokosowym najczęściej używałam do metody OM, czyli nakładałam ją na długość, a następnie myłam włosy szamponem Love2Mix. Niestety, średnio się sprawdziła - nie była taka zła, ale słabo nawilżała moje włosy, a tego właśnie najbardziej potrzebowały... Za to skutecznie nawilżyły maska Gliss Kur Oil nutrive oraz olej z pestek malin - to są moje włosowe must have na następne wyjazdy wakacyjne :) I, przyznam się szczerze, że wcierki Jantar nie używałam! Po prostu nie miałam takiej potrzeby, bo ostrego słońca nie było - najczęściej niebo było zachmurzone/częściowo zachmurzone, a nawet na początku pobytu trafiliśmy na koniec monsunu... Suma sumarum, bardzo się cieszę, że prawie wszystkie powyższe kosmetyki się sprawdziły podczas wyjazdu :) No właśnie, a co zakupiłam w Indiach?


Kosmetyki made in India :)
 

Z kosmetyków indyjskich oczywiście najpopularniejsza była Himalaya. Chociaż w Polsce możemy kupić kosmetyki tej firmy, to porównując ceny tamtejsze, a ceny polskie, to... Baaardzo mi się opłacało ;) Przykładowo, krem na wypadanie włosów (3) w PL kosztuje 45zł. A tam? Ok. 15zł, czyli 30zł taniej :P Ponadto, czytając uważnie INCI, najlepiej wypadała jeszcze firma Biotique. Pozostałe kosmetyki indyjskiej produkcji, jakie spotkałam, już nie miały takiego ciekawego składu, dlatego wybór padł na powyższe na zdjęciu:

1) Biotique, Bio Thyme, Fresh Sparkle Volume Conditioner - odżywka dla włosów cienkich i rzadkich;
2) Himalaya, Anti Hair Fall - olejek zapobiegający wypadaniu włosów; 
3) Himalaya, Anti Hair Loss - krem zapobiegający wypadaniu włosów, a także stymulujący ich wzrost;
4) Biotique, Bio Soya Protein - szampon teoretycznie dla włosów farbowanych i po trwałej, ale co tam ;P (niestety, wersji dla włosów rzadkich i cienkich, która zawiera takie dobrocie jak amla, czy bhringraj, nie znalazłam :( )
5) i 6) Himalaya, Anti-Dandruff Hair Cream, Protein Hair Cream - czyli właściwie maski do włosów: jedna przeciwłupieżowa, druga proteinowa;
7) Biotique, Bio Musk Root - maska stymulująca wzrost włosów. Co ciekawe, na opakowaniu jest napisane, żeby przed aplikacją wymieszać maskę z jajkiem lub z jogurtem :)

W tych kosmetykach indyjskich, nie ukrywam, że pokładam dużą nadzieję! Ich składy są tak ciekawe, tak inne, że aż kuszą, by je już teraz stosować! Póki co jeszcze się wstrzymuję, ponieważ chcę zużyć pozostałe kosmetyki :P

A na koniec parę zdjęć z Indii!







Pozdrawiam serdecznie,
Ag90

niedziela, 6 października 2013

Wielki come back, czyli obiecana 2. część notki o hennie! (+ aktualizacja włosowa #4)

Witam Was serdecznie po dłuuuższej przerwie! :)

Do Polski wróciłam raptem parę dni temu, rok akademicki się zaczął, plan zajęć mam taki, że w środy i czwartki praktycznie od rana do wieczora siedzę na zajęciach, dlatego dopiero teraz znalazłam czas na napisanie notki! W najbliższym czasie nie przewiduję już takich długich przerw od blogowania, więc postaram się pisać notki przynajmniej raz w tygodniu :)

W dzisiejszej notce obiecana relacja z hennowania włosów, a w następnej będzie o pobycie w Indiach - jakie kosmetyki, które ze sobą zabrałam najbardziej się sprawdziły, a jakie nie, a także... Jakie kosmetyki indyjskie zakupiłam ;)

Henna - cassia (senna)


Postanowiłam postawić na znaną i zaufaną markę, której produkty, swoją drogą, można było także zakupić w indyjskich sklepach - nie pamiętam, jakie były dokładnie ich ceny, ale wiem, że po przeliczeniu na złotówki były wręcz śmiesznie niskie (np. szampony khadi po ok. 5-7zł!)

Zahennowałam włosy tuż przed wylotem. Jak się przygotowałam?



Spokojnie, napoju trzech cytryn nie używałam - to był pomysł męża, by napój również sfotografować ;P
Jak widzicie na zdjęciu, do przygotowania papki użyłam:
1) cassię Khadi - całość opakowania
2) wyciśnięty sok z trzech cytryn
3) odpowiednia ilość przegotowanej, ciepłej wody, do uzyskania konsystencji śmietany 18%

Po zamieszaniu wszystkich składników, papka wyglądała tak:


Następnie przykryłam naczynie folią spożywczą i odstawiłam na godzinę czasu, by się "przegryzło":


A po godzinie czasu wyglądało to tak:


Na umyte jedynie szamponem z SLS (Farmona, wersja z rumiankiem) i całkowicie suche włosy mąż nałożył mi papkę na włosy męcząc się przy tym niemiłosiernie (nałożenie tego tak, aby równomiernie przykryło całość włosów to nie taka prosta sprawa!), ale gdy już mu się udało, to nałożyłam dołączony do opakowania foliowy czepek, a na to folię spożywczą. Wyglądałam tak:


Dodatkowo założyłam ręcznik i tak chodziłam z henną na włosach przez 2 godziny. Gdy czas minął, hennę spłukałam z włosów letnią wodą (mordęga!), a włosów w ogóle nie myłam przez następne ponad 30h (ok. półtorej dnia). 

Efekty
 
1) Zmienił się minimalnie kolor włosów na delikatny, miodowy odcień - co mi się bardzo podobało!
2) Miałam suche, sztywne włosy, a rozczesanie ich to była prawdziwa masakra! Zresztą zobaczycie na zdj, jaką miałam szopę
3) Włosy były wyraźnie, odczuwalnie pogrubione.



Dodatkowe zdjęcia "po":



Czy jestem zadowolona z efektów cassi? Tak, bardzo! Jedno z moich postanowień włosowych na przyszłość to takie, by hennować włosy co 2-3 miesiące ;)

A Wam, jak się efekt podoba? Może sami się skusicie, bądź skusiliście się na użycie cassi? ;)

Pozdrawiam!
Ag90

czwartek, 12 września 2013

Podróż Poślubna, czyli jak będę chroniła włosy przed indyjskim słońcem ;) Część 1.

Witajcie Kochani! :*
Strasznie Was przepraszam, że tak długo się nie odzywałam, no, ale w końcu i nareszcie, chajtnęłam się ;) I przez ostatni czas z Mężem ogarnialiśmy nasze mieszkanko, więc trochę byliśmy zajęci :P
To będzie dłuuuugaśna notka - w końcu trzeba nadrobić zaległości! Dlatego też podzielę ją na dwie części:

Część 1. Pochwalę się Wam, jakie kosmetyki planuję używać w Indiach (wylatuję z Mężem 17.09, a wrócimy 30.09);
Część 2. Zaprezentuję efekty działania bezbarwnej henny Khadi, a właściwie cassi obovata, na moich włosach.

Zapraszam do lektury Części 1. ! :)


Moje włosowe kosmetyki 
na 'nieciekawe'
warunki pogodowe
w Indiach

Tak moi Drodzy, pogoda w Indiach to nie przelewki ;P Będziemy w środkowo-zachodniej części subkontynentu (m.in. w Bombaju, Goa), a tam, według prognozy pogody, temperatura będzie wynosiła codziennie ponad/ok. 30 st. Celsjusza i niestety, załapiemy się na koniec monsunu, także będzie duża wilgoć! Mam nadzieję jednak, że zdołam jednak ochronić włosięta tymi oto włosowymi dobrociami:


1. Bezbarwna henna (senna/cassia), Khadi - kusiła mnie ona już od jakiegoś czasu, a na wyjazd do Indii uznałam, że będzie jak "ulał" (w końcu nie ma to jak indyjski sposób na Indie ^^) i to dobra okazja, aby po raz pierwszy w życiu "zahennować" włosy ;) Chcę ją użyć przede wszystkim jako odżywkę do włosów, a na uzyskaniu efektu miodowego odcienia mi nie zależy, ba, w ogóle go nie chcę, bo swój kolor włosów bardzo lubię i nie zamierzam go zmieniać! A jaki osiągnę efekt na włosach? O tym przeczytacie w Części 2. ;)

2. Odżywka do spłukiwania Natural Beauty masło kakaowe i olej kokosowy, Garnier - "siostra" znanej i lubianej wśród włosomaniaczek odżywki z awokado i karite :) Jestem jej bardzo ciekawa, ponieważ szukając recenzji na jej temat, nie trafiłam na żadną negatywną, zarówno na KWC, jak i na blogach włosomaniaczek! Ma wysoko w składzie olej palmowy (na 3. miejscu), olej z orzecha kokosowego (na 6. miejscu), a dalej jeszcze masło kakaowe :) Myślę, że ta odżywka ma duże szanse się sprawdzić w Indiach, ze względu na to, iż jest emolientowa;

3. Love2Mix Organic z pomarańczą i papryczką chilli, Pervoe Reshenie - czyli naprawdę dobry i sprawdzony szampon, który jest łagodny, ma świetny skład i przedłuża świeżość moich włosów :) W przyszłości planuję napisać notkę o szamponach, także możecie oczekiwać rozbudowanej recenzji na jej temat :)

4. Wcierka Jantar, Farmona - znana i lubiana, posiadam wersję jeszcze ze starym składem. Oczywiście będę jej używać jako wcierki i odżywki na skalp, z dwóch powodów: po pierwsze, przedłuża świeżość moich włosów (a właściwie skalpu), a po drugie z tego względu, iż posiada ona naturalny filtr UV (ekstrakt z bursztynu). Zastanawiam się tylko, czy ją przelać do atomizera czy nie - z jednej strony za pomocą atomizera spryskam skalp i włosy bardzo dokładnie, a z drugiej może się okazać, że będzie wtedy strasznie niewydajna i przez to nie wystarczy mi jej na cały pobyt w Indiach; a z kolei jako wcierka wylewana "na łapę" jest b. wydajna i wiem, że na pewno mi jej wystarczy... Zobaczymy :P

5. Gliss Kur Oil nutrive mask, Schwarzkopf - boska, boska, przeboska maska do włosów! Jest idealna i wręcz stworzona po to, by chronić włosy na długości w porach roku o skrajnych temperaturach! Jej odlewkę otrzymałam od Martusi (strasznie, strasznie Ci dziękuję :*) i to było normalnie odkrycie roku! :) Owszem, maska nie nadaje się do nakładania jej na skalp, bo lubi obciążać, ale na długość jest świetna - włosy dzięki niej są solidnie zabezpieczone przed przesuszeniem :) Jak wiecie dobrze (albo i nie :P) strasznie ciężko ją zdobyć, a wręcz jest to maska-widmo... Ale! Swoją wypatrzyłam nie gdzie indziej, jak w Galerii Krakowskiej, w aptece Mediq :) Niestety, zauważyłam, że za chyba tę samą cenę kupiłam jej "nową" wersję, która różni się od poprzedniej tylko i aż tym, że maska ma 200ml, a nie 300ml :/ Trochę to zabolało, ale najważniejsze jest to, że skład jest identyczny!

6. Naturalny olej z pestek malin, nierafinowany, niefiltrowany - ten olejek kupiłam oczywiście dlatego, iż posiada naturalny filtr UV (SPF 28-50); mam zamiar go nakładać na długość włosów (mniej więcej od ucha w dół), jak i też na końcówki jako zabezpieczacz ;)

Uff, to póki co - tyle! Spodziewajcie się jeszcze w najbliższym czasie drugiej części, w której opiszę efekty "zahennowania" swoich włosiąt cassią ;)

Pozdrawiam serdecznie,
Ag90

niedziela, 25 sierpnia 2013

Próbna fryzura ślubna ;)

Hej, hej! :)
O blogu nie zapomniałam, ale zwyczajnie nie mam czasu cokolwiek napisać :P
Ta notka miała być 3 dni temu, kiedy świeżo wróciłam od fryzjerki, ale notkę szlag trafił i, nie wiedzieć czemu, nie zapisała się jej wersja robocza :/

Będzie króciutko :) Udała się fryzura, o której w poprzedniej notce wspominałam, że najbardziej mi się ona podoba, lecz niestety z modyfikacjami, tzn. loki nie będą aż tak widoczne od przodu, bo to technicznie niemożliwe - mam za krótkie włosy :(
A jak ona wygląda - możecie zobaczyć na poniższym zdjęciu :) Fryzjerka od początku zaznaczyła, że nie przyłoży się tak bardzo do tej fryzurki i dopiero w dniu ślubu porządnie dopracuje każdy loczek do idealnego stanu ;)

By rozwiać wątpliwości - nie, nie osiwiałam, to tylko kwestia oświetlenia ;P

Ponadto będzie się dało doczepić welon "na środku" i fryzjerka namówiła mnie, abym też doczepiła żywego kwiatuszka - zastanawiam się teraz między czerwoną różyczką, a białą frezją :)

Kolejna notka pewnie będzie za ponad tydzień, a w niej na pewno pochwalę się, jak wygląda moja fryzura w dniu ślubu :)

Pozdrawiam serdecznie,
Ag90 - mężatka za 6 dni :P

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Wybór fryzury ślubnej - dylemat!

Cześć Wszystkim! :)

Bardzo Was przepraszam, że mało co w ostatnim czasie piszę, ale jak już wiecie, za niedługo wychodzę za mąż - im bliżej ślubu, tym więcej załatwień na głowie, no i zaczynam już odczuwać stres przedślubny :P, także nie jestem w stanie na niczym innym się skupić!
Dlatego pozwólcie, że dzisiejsza notka owszem, będzie związana z włosami, ale dotyczy również tematyki ślubnej :) A mianowicie, mam problem z wybraniem fryzury do ślubu.

Wiem, że fryzura powinna być dopasowana do sukni panny młodej. Generalna zasada jest taka, że do bogato zdobionej sukni najlepsze są proste, niezbyt fikuśne fryzurki, żeby nie "przedobrzyć" i nie być zbyt strojnym; natomiast do prostej, lekkiej, zwiewnej, romantycznej sukienki można już "zaszaleć" i zrobić piękną fryzurkę "na bogato" - czyli po prostu równowaga to podstawa ;)
Moja suknia zdecydowanie będzie uszyta bogato - jest dużo koronki, są kryształki, świecidełka itp., jak to moja mama zresztą podsumowała, suknia jest jak z bajki :) (ale nie myślcie, że jest typu princeski, broń Boże! :D). Zgodnie z zasadą równowagi, powinnam wybrać fryzurę prostą, nienachalną, skoro suknia będzie na 1. planie. I co pierwsze przychodzi na myśl? Kok.
I tu się pojawia moje ALE. Nie znoszę koków i nic na to nie poradzę! Moja siostra, która podobnie jak ja, ma cienkie i rzadkie włosy, miała właśnie kok na swoim ślubie:


Niby ładnie i dopasowane. Ale nie chcę takiej fryzury. Po pierwsze, grzywkę mam już zdecydowanie dłuższą, chcę ją dalej zapuszczać i nie zgodzę się na jej obcięcie. Po drugie, powiem Wam szczerze, że na co dzień jak siostrę widzę, to zawsze związuje swoje włosy w kucyk i na pierwszym planie wysuwa się jej grzywka. Dlatego na ślubie wg mnie od przodu wyglądała tak, jakby nie miała żadnej fryzury. O, przepraszam, kwiat widać. 
Chciałabym mieć taką fryzurkę, aby od przodu też było widać, że coś się dzieje, a nie, żeby grzywka (bądź jej brak) wysuwał się na pierwszy plan. Tym bardziej, że kwiatu we włosach nie będę miała.

To jaką w końcu fryzurę chcę? Tak jak już wyżej napisałam:
1. Nie chcę koków
2. Chcę, żeby fryzura była od przodu również widoczna

A ponadto:
3. Chciałabym mieć loki lub fale, żeby włosom dodać objętości - poza tym zauważyłam, że gdy mam od nasady kręcone włosy, to mniej mi się one przetłuszczają
4. Jeśli nie rozpuszczone, to mogę mieć delikatnie upięte, aby faktycznie fryzura szybko się nie rozwaliła, tylko dłużej trzymała

No i najważniejsze kryteria:
5. Aby dało się taką fryzurę wyczarować z moich niedługich, cienkich i rzadkich włosów
6. Żebym mogła wpiąć welon, najlepiej w połowie wysokości, a w ostateczności "od spodu", na dole, który nie zasłoni fryzury ślubnej
7. No i po prostu pasowała do sukni ślubnej :)

Rodzina, jak na złość, widzi mi mnie w "antyfryzurze ślubnej", czyli chcą, żebym miała włosy proste, upięte na kok i z grzywką - jak dla mnie tragedia! xD

Tak, wiem, mam straszne wymagania i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, jak fryzjerka mi dogodzi :) Jedyne fryzurki, które mi się podobają, a znalazłam na internecie, to takie (kolejność od tych, które najbardziej mi się podobają, do najmniej):


  




Marzy mi się bardzo taka fryzurka, jak na 1. zdjęciu! Ale niestety wątpię, aby udało się wyczarować z moich włosów takie cudo :( Zresztą widzicie, jakie liche loki miała moja sis, a ona jeszcze miała dodatkowo wypełniacz (!), mimo, że miała wtedy ok. 3-4cm dłuższe włosy od moich aktualnie... 

Żałuję, że nie mam dłuższych włosów - wtedy, mimo, że mam je cienkie i rzadkie, byłoby zdecydowanie większe pole do popisu, jeśli chodzi o fryzury i dałoby się coś wykombinować. A tak to sama nie wiem, co to będzie..!

Może widzieliście jakąś fajną fryzurę ślubną, która by mogła do mnie pasować? Albo macie dla mnie jakieś rady? 

Za wszystkie komentarze z góry Wam dziękuję! :*

Pozdrawiam serdecznie,
Ag90

czwartek, 18 lipca 2013

Czas na DENKO! :)

Aktualizacji włosów nie ma i nie będzie - bo na zdjęciach pojawiłyby się te same włosy, co sprzed miesiąca (no dobra, o centymetr dłuższe :P) i dokładnie bym to samo napisała, co w poprzedniej aktualizacji :) A za miesiąc... Kto wie, możliwe, że umieszczę zdj z fryzurą ślubną ;)
No, a teraz do rzeczy!

DENKO nr 1
(z góry przepraszam za słabą jakość zdjęć - były one robione komórką)


Oto moja gromadka, którą teraz z przyjemnością zrecenzuję ;)  Na pierwszy ogień pójdzie:


Odżywka Isana z babassu

Poczciwą Isanę używałam przez prawie rok czasu! Nie wiem czemu, ale na podejrzanie długo starczają mi odżywki :P Isanka, niestety, ale została wycofana :( Mam w zapasie jeszcze jedną sztukę, ale na razie dam włosom od niej "odpocząć" i się odzwyczaić.
Moja opinia: Na początku, czyli przez parę pierwszych miesięcy jej użytkowania, była dla mnie idealna! Świetnie wygładzała włosy i, co dla mnie ważne, nie obciążała moich włosów, dlatego śmiało mogłam ją dawać na całą długość włosów, a nie tylko od ucha w dół - tak ją nawet stosowałam po olejowaniu i użyciu BDFM, który plącze moje włosy :/ Wystarczała odrobina odżywki, a w mig włosy stawały się wygładzone, nawilżone i je "odplątywał":) Z czasem jej użytkowania moje włosięta się do niej przyzwyczaiły i Isanka już miała słabszą "moc" oddziaływania - owszem, dalej wygładzała i nawilżała, ale już nie tak samo, jak kiedyś... Stała się zbyt lekka dla moich włosów. 
Ocena: mocna 4/5

Garnier AiK



Kupiłam ją w podobnym czasie, co Isanę z babassu ;) 
Moja opinia: Właściwie mogłabym o niej to samo napisać, co o Isanie, z kilkoma jednak różnicami :P Czyli bardzo dobrze nawilża, wygładza i wystarczy jej odrobina, aby zadziałała ;) A jakie różnice? Ta odżywka jak dla mnie jest bogatsza, bardziej gęsta, dlatego też nie nadaje się do nakładania na całą długość włosów, bo potrafi obciążać. Także nałożona od ucha w dół najlepiej się sprawuje :) Poza tym od początku do końca działała tak samo na moje włosy i stwierdzam, że jak dla mnie to jest idealna odżywka na pory roku o skrajnych temperaturach, czyli na lato (moje włosy wtedy łakną nawilżenia bardziej niż zwykle) oraz na zimę (jako zabezpieczenie przed mrozami). Myślę, że właśnie na zimę zakupię jej siostrę, czyli Garnier Ultra Doux z masłem kakaowym i olejkiem kokosowym :) 
Ocena: 4/5


Szampon Fitomed - Rumianek i słonecznik


W sumie nie pamiętam, kiedy go kupiłam... Może pół roku temu? Jakoś tak...
Używałam go głównie do oczyszczenia włosów przed olejowaniem włosów.
Moja opinia: Cóż, nie ukrywam, że liczyłam na to, że rozjaśni moje włosy choć troszkę, ponieważ w składzie na drugim miejscu znajduje się Herbs Extract, czyli tytułowy wyciąg z koszyczka rumianku oraz płatków słonecznika. Niestety, szampon nie rozjaśnił, ani nawet chociaż pyci-pyci nie rozświetlił moich włosów :(
Czyścicielem za to był dobrym - nie był tak agresywny, jak np. szampony Barwy, które na drugim miejscu mają SLES, łagodnym też nie, więc był taki w sam raz :) Czemu jest taki pomiędzy? Ponieważ w składzie po wodzie i ekstraktach znajdują się kolejno łagodne myjadła: Cocamide DEA, Cocamidopropyl Betaine, a dopiero potem SLES ;)
Jeśli ktoś potrzebuje dobrego, prostego szamponu, który doczyści porządnie włosy, ale również chciałby czegoś łagodniejszego niż np. Barwa, to ten szampon będzie strzałem w 10!
Czy do niego wrócę? Całkiem możliwe.
Ocena: 3,5/5

 Jedwab CHI


To było już moje drugie opakowanie, które zużyłam :) Jedwab mi się już od dłuższego czasu kończył i kończył, powoli traciłam nadzieję, że dobiję do ostatniej kropli (bo nie mogłam się doczekać, aż zacznę spokojnie używać nowego serum!), ale się jednak doczekałam :P
Moja opinia: Nie wiem, co o niej napisać. Jedwab, jak to jedwab, z silikonami na czele, jak i również z Ethyl Ester of Hydrolyzed Silk i, co równie ważne, jak nie najważniejsze, bez alkoholu! Zatem składowo całkiem niezłe. Wkurzało mnie opakowanie, a mianowicie utrudnione dozowanie produktu - czasami na łapę za dużo jedwabiu mi się wylewało (a jak za dużo dawałam na włosy, to zbijały się one w tłuste strąki) :/ Dlatego rozwiązanie "po prostu dziura" do serum/jedwabiu mi nie pasuje i wolę pompkę. A działanie? Na początku, tzn. kiedy używałam jeszcze pierwsze opakowanie, to byłam z niego zadowolona. Ale niestety, przy drugim opakowaniu okazało się, że nie spełnia swojej funkcji - nie ochroniła moich końcówek włosów, które mają teraz tendencję do kruszenia się, łamania oraz rozdwajania :( 
Ocena: 3/5

Uff, i to by było na tyle! Co sądzicie o powyższych kosmetykach? Sprawdziły się u Was? :)

Serdecznie pozdrawiam,
Ag90

PS. Ogłoszenia parafialne ;P :  Mam dobrą informację dla wielbicielek rosyjskich kosmetyków (takich jak ja :D), które mieszkają w Krakowie i w okolicach :) Dostałam cynk od mojej przyjaciółki A., że można teraz rosyjskie dobrocie kupować stacjonarnie w drogerii Jasmin, która się mieści przy ul. Długiej 76 (od strony Nowego Kleparza) :) Można zakupić takie wspaniałości jak: szampony Natura Siberica, maski Babuszki Agafii (łopianowa, jajeczna, drożdzowa), maski Love2Mix, balsamy na łopianowym oraz na brzozowym propolisie, odżywki Planeta Organica, marokańska maska do włosów (ajurwedyjska też będzie!), tonik wzmacniający do włosów, czy też serum na porost włosów :) Ja osobiście będę tam kupować w przyszłości, bo nie chcę przepłacać na koszcie wysyłki ;)

środa, 10 lipca 2013

Trochę prywaty + zapowiedź projektu DENKO :)

Cześć Wszystkim! :*
Przepraszam Was za tak długą moją nieobecność :( Planowałam napisać nową notkę na początku lipca, a tu już mamy 10.07... Boże, jak ten czas leci! Na swoje usprawiedliwienie mam to, że jestem z narzeczonym pochłonięta przygotowaniami ślubnymi :) Aktualnie zapraszamy ludzi na nasz ślub i wesele, chodzimy po jubilerach oglądać obrączki ślubne, a także mieliśmy za sobą przeprowadzkę do kawalerki :) Narzeczony już tam mieszka, natomiast ja do niego się wprowadzę po ślubie, bo teraz mieszkam w swojej rodzinnej miejscowości, z rodzicami ;)
Także to tyle, jeśli chodzi o moje życie prywatne ;P A co do włosów, to mogę już Wam zapowiedzieć, że szykuje się projekt DENKO, a w nim będą recenzje takich kosmetyków:

1) Legendarna Isana z olejkiem babassu
2) Dobrze znana i popularna odżywka Garnier Awokado i masło Karité
3) nagrodzony na KWC jedwab do włosów CHI
4) Coś dla blondynek, czyli szampon Fitomed Rumianek i słonecznik

oraz... być może, że coś jeszcze ;) Ale to zależy od tego, czy uda mi się go wreszcie wykończyć, czy nie :P

Wiem, że w porównaniu do innych blogerek moje DENKO jest skromniutkie, ale obiecuję, że postaram się napisać naprawdę rozbudowane recenzje!

Pozdrawiam serdecznie,
Ag90

EDIT: Ponieważ wykończyłam wyżej wymienione odżywki, mam do Was pytanie: jaką odżywkę, najlepiej emolientową, poleciłybyście? :) Dodam, że mam już dwie: Schauma z Fitokofeiną oraz (uwaga, nowość!) Planeta Organica - balsam turecki :) Dokupiłabym trzecią, ale właśnie nie wiem jaką :D

czwartek, 13 czerwca 2013

Aktualizacja włosowa #3

Witajcie po przerwie!
Oto moje włosięta - sfotografowane 11.06.2013 ;)

 Z przodu 

 Z tyłu

Ujęcie z boku - taki bonusik ;)

Jak widać, wszystkie 3 zamieszczone zdjęcia są tym razem z lampą błyskową. Czy zauważyłam zmiany w tym miesiącu? Tak, i to głównie na lepsze :) Przede wszystkim mam wrażenie, że moje włosy coraz bardziej odwdzięczają się za bogatą pielęgnację - są, że tak ujmę, po prostu lepsze jakościowo: bardziej mięsiste, lśniące... I, jak dobrze wiecie, ponieważ walczę o przyrost, jest mnóstwo baby hairów :) Może tego tak nie widać bardzo po zdjęciach, ale dotykając skalp czuję te małe, ledwo wyrośnięte włoski, które są jak igiełki - i to mnie bardzo cieszy! :)
Niestety, mimo, że jest dobrze, to nie jest idealnie... Już pal licho to, że przy stosowaniu tak wielu specyfików na porost, zarówno od zewnątrz, jak i od wewnątrz, przyrost, jeśli chodzi o długość, wyniósł tylko o ok. 3mm więcej, niż zwykle (a nie ukrywam, że liczyłam na więcej :( ), ale najbardziej zasmuciło mnie jedno: sporo końcówek najdłuższych, przednich pasm włosów kruszyły się, albo rozdwajały :( Nie ma co się dziwić, ponieważ to są najstarsze włosy, a one zapewne jeszcze pamiętają chociażby te kąpiele słoneczne sprzed lat, więc nie ukrywam, że najchętniej już, teraz bym ścięła włosy na równą długość - ale cóż, trzeba zapuszczać, bo ślub już tuż, tuż! ;)

Na koniec notki informacja: następna notka będzie dopiero w lipcu! Cóż, trzeba najpierw się uporać z sesją i coś czuję, że przez stres ucierpią również i moje włosy, więc za miesiąc aktualizacja może już nie być taka pozytywna :(

Pozdrawiam serdecznie!
Ag90

poniedziałek, 3 czerwca 2013

Rosyjskie kosmetyki rządzą...!

...Czyli znów zakupiłam kolejne kosmetyki z Pervoe Reshenie i Organic Shop ;) Powinnam sobie dać jakiegoś bana zakupowego, ale cóż, w imię porostu włosów jakoś nie jestem w stanie się powstrzymać od zakupów!

Wcierka
Z góry przepraszam za słabą jakość "łazienkowych" zdjęć!

 

Oto moja nowa wcierka do włosów, którą zaczęłam stosować od 1. czerwca - Aktywne serum ziołowe na porost włosów, Apteczka Babci Agafii :) Za wiele o nim nie mogę teraz powiedzieć, bo stosuje go raptem od 3 dni, ale jeśli chodzi o jego zapach, to pachnie coca-colą, czym mnie bardzo zachwycił! ;P
Serum mam zamiar stosować co najmniej przez dwa miesiące - przez cały czerwiec będę go stosowała solo, natomiast od lipca mam zamiar wykorzystać przekształcony przez Lady Snow przepis Eve na wcierkę cebulowo-czosnkową, która jest na bazie właśnie tego serum :P Wcierka tym blogowiczkom dała niesamowitego "kopa", jeśli chodzi o porost włosów, bo w ciągu jednego miesiąca urosły im włosy aż o 3-4cm! I naprawdę, będę mocno rozczarowana, jeśli mi ta wcierka choć minimalnie mi nie pomoże... :P

Szampon

Szampon Love2MIX Organic z ekstraktem z pomarańczy i papryczki chili - od niedawna go używam i już jestem nim zachwycona! I nie mam na myśli porostu włosów, bo to też póki co ciężko ocenić, ale działanie na skalp. Otóż mam problem z przetłuszczającymi się włosami - muszę bardzo uważać, by nie przeciążyć włosów, bo wtedy jeszcze szybciej mi się przetłuszczają, czasami nawet w takim tempie, że jak umyję włosy na wieczór, to mogę się obudzić rano na następny dzień, łagodnie rzecz ujmując, z niezbyt świeżymi włosami :/ 
Z tym szamponem jest zupełnie inaczej. Przedłuża świeżość włosów, nawet do jednego dnia dłużej! Jak zazwyczaj włosy wytrzymują ze świeżością max 24h, tak po umyciu nim włosów wytrzymują co najmniej 36h, do 48h! 
To nie koniec plusów :) Ten szampon używa ze mną na spółkę mój TŻ, który ma problem z łupieżem - czasami sypią się z niego nawet takie spore płaty łupieżu :( a odkąd go używa, już się z niego tak nie sypie! I to nie jest kwestia tego, że używał wcześniej shitowych szamponów - już zdążył mi TŻ podkraść szampon aloesowy Equilibra, jak i także BDFM, ale nic na jego skalp tak dobrze nie podziałało, jak ten Love2Mix :) 

Póki co, jestem zadowolona z zakupu powyższych kosmetyków :) A Wy, czy je używałyście? ;)

Pozdrawiam!
Ag90

poniedziałek, 27 maja 2013

Moja Włosowa Historia!

Nareszcie zmobilizowałam się do napisania MWH! 
Na wstępie z góry informuję, że to nie będzie typowa, szablonowa historia włosowa, typu: jako dziecko miałam piękne, gęste, lśniące włosy, w gimnazjum zaczęłam je farbować i prostować, więc mi się one zniszczyły, ale od kiedy zostałam włosomaniaczką, moje włosy odżyły, są znów gęste i lśniące, a prostownicę rzuciłam w cholerę i farbuje włosy teraz henną/color&soin. I powiem szczerze, nie podobają mi się takie MWH i one ani trochę mnie nie motywują. Dlaczego? No bo co to za sztuka odratować zniszczone włosy mechanicznymi zabiegami, jeśli wiadomo, że te włosy GENETYCZNIE są grube i gęste? Równie dobrze można je całkowicie ściąć, zacząć zapuszczać je od zera i od samego początku odpowiednio je pielęgnować.
Także z góry uprzedzam, że to nie jest tego typu historia. A jaka? Zapraszam do lektury!

Dzieciństwo

 Tu miałam roczek :)

A tu miałam 3 latka

Zdjęcie legitymacyjne - 7latka ;)

Jak widać po powyższych zdjęciach, jestem rodzoną blondynką - kolor włosów mam po mamie. Niestety, gęstość i grubość już po niej nie odziedziczyłam, tylko po tacie :( A szkoda, bo bym miała może nie najgrubsze, ale za to gęste włosy, a tak to od zawsze mam cienkie i rzadkie...
Będąc w przedszkolu miałam jeszcze jaśniejsze włosy, taki jasny blond. Z biegiem czasu zmieniły się na ciemny blond, ale nie zawsze ten kolor miałam, o czym się później przekonacie.

2005 i 2006

 2005 - ach, te wstrętne cieniowanie!

2006 - 1. falują wycieniowane końcówki 
2. tu jeszcze bardziej... 
3... więc przymuszano mnie do ścięcia włosów na krótko :/

Nic, tylko pokarać tych, którzy wymyślili, że w takiej, a nie innej fryzurze będzie mi dobrze! Modne wówczas cieniowanie - z przodu krótkie, z tyłu dłuższe, stosowano i na moich włosach, co było dla nich tragiczne! Odkąd pamiętam, zawsze chciałam zapuścić włosy na dłuższe, bo w krótkich nigdy się nie czułam dziewczęco, a rodzice z rodzeństwem przekonani do swojej racji, że skoro mam cienkie i rzadkie włosy, to tylko krótkie włosy mi pasują, namawiali mnie zawsze na taką fryzurkę. Upierając się przy swoim, chciałam je zapuścić, ale przez te fatalne cieniowanie końcówki włosów z przodu tak dziwnie falowały, że rodzeństwo się ze mnie nabijało, że wyglądam jak Kryszak :/ więc jak tylko dłuższe miałam włosy, to rodzina zmuszała mnie do ich ścinania na krótko; i tak w koło macieju...

2007

 Mój pierwszy bob w życiu; chociaż nie jestem pewna, czy na tym drugim zdj również
 
Tu nastąpił przełom fryzurowy, bowiem poszłam do innej fryzjerki, która stwierdziła, że z bobem będzie mi do twarzy - i rzeczywiście byłam z fryzury bardzo zadowolona, bo końcówki przestały mi się falować, lepiej wyglądałam, no i "modnie", bo w końcu byłam ścięta "na Rihannę" xD

2008


Co włosy odrastały, to rodzina wysyłała mnie z powrotem do fryzjera - pierwsze zdjęcie było zrobione na początku marca, drugie i trzecie w czerwcu. Nie wiem, czy to widać po zdjęciach, ale ja w tym czasie zauważyłam, że włosy w wakacje jaśnieją mi od słońca na jaśniejszy blond, z czego byłam wtedy bardzo zadowolona - chociaż jeszcze wtedy nie byłam świadoma, jak wiele szkód może wyrządzić słońce moim włosom!

2009




Ciąg dalszy włosowych kąpieli słonecznych - w zimie miałam tak jasne włosy, ponieważ w wakacje 2008 roku zaczęłam sporo podróżować, głównie na południową i zachodnią Europę, więc na zimę zbytnio mi nie przyciemniały włosy. Rekordy rozjaśnienia to chyba pobiłam właśnie w wakacje 2009 roku, kiedy to przez miesiąc non stop byłam w podróży, więc dorobiłam się takiego jasnego blondu - co widać na 3. zdjęciu :P Jak widać też, wciąż podcinałam włosy na boba - raz był on krótszy, raz dłuższy.

2010


To właśnie w tym roku zadałam sobie pytanie: A czy coś się stanie, jak w końcu zapuszczę włosy? ;) I tak oto zaczęłam zapuszczać! O dziwo, nawet dobrze wyglądałam w dłuższych włosach, ale pojawił się nowy problem...
Drugie i trzecie zdjęcie pochodzi z ostatniej wakacyjnej, zagranicznej podróży, a mianowicie pojechałam na początku września do Sarajewa. W Polsce było brzydko, pochmurnie, padało, a tam co? Prażyło słońce! To była ostatnia słoneczna kąpiel dla moich włosów - trzecie zdj jest z pierwszego dnia pobytu, a środkowe z ostatniego dnia. Mam na nim wyraźnie rozjaśnione końce. No właśnie. Mój nowy włosowy problem polegał na tym, że skalp w ekspresowym tempie się przetłuszczał (odkąd pamiętam, zawsze mam z tym problem), a końce były TOTALNIE SUCHE. Zniszczone od słońca, od mniej więcej tej długości zaczęły się kruszyć, rozdwajać i rozczwarzać na potęgę - i nic nie mogłam z tym poradzić, bo po pierwsze, były zniszczone, po drugie - używałam tylko szamponu drogeryjnego ze SLSem i naładowanego silikonami, więc dobrze włosy wyglądały tylko po ich umyciu - zdarzało się, że myłam je nawet 2x dziennie :/

2011


W tym roku pobiłam rekord długości włosów - nigdy potem nie miałam dłuższych. Włosy były w fatalnym stanie, końcówki na długości ok. 10 cm wyglądały jak palemka, bo tak były porozdwajane na maxa, a ja to miałam w nosie, bo dobrze się czułam z tym, że były w końcu one dłuższe, a nie krótkie, jak miałam przez całe życie. Niestety, "cudowny" szampon, który wtedy używałam, a na który liczyłam, że mi pomoże na rozdwojone końce, a mianowicie Nivea Long Repair z keratyną, podrażniał okropnie powodując, że włosy jeszcze szybciej się przetłuszczały i miałam skalp zaczerwieniony - nie wiem, czy to widzicie na 3. zdjęciu..?

2012


Na 1. zdjęciu widać, że jeszcze miałam dłuższe włosy. Ponieważ jednak w wakacje 2011 roku mój TŻ się oświadczył ;) a w następnym, 2012 roku już wiedzieliśmy, kiedy się pobierzemy (w tym, 2013 roku), postanowiłam radykalnie ściąć włosy - żałuję dziś, że je wtedy ścięłam na boba, a nie wpadłam na pomysł, by ściąć na równo :< Stało się to w maju 2012 roku. Chciałam odtąd porządnie dbać o włosy, ale na moje nieszczęście, jeszcze nie byłam włosomaniaczką :P W wakacje siedząc sporo czasu przed komputerem, próbowałam znaleźć w internecie informacje na temat tego, jak dbać o włosy, aby one nie zaczęły się znów rozdwajać. W sierpniu trafiłam przypadkiem na blog Anwen i przepadłam :) Czytałam jej bloga od deski do deski, a we wrześniu przystąpiłam do działania i kupiłam po raz pierwszy szampon Alterry, od koleżanki odkupiłam Isanę z babassu, a także nabyłam odżywkę b/s Naturia Len i rumianek, Barwę tataro-chmielową do oczyszczania włosów, a od października nabywałam najróżniejsze maski i odżywki do włosów, słowem - kolekcja się zaczęła powiększać, a ja stawałam się włosomaniaczką :) Do olejowania włosów nie od razu się przekonałam, ale od listopada 2012 r. olejuję już je regularnie ;) Aby zobaczyć, jak już dalej było, odsyłam TU :)

Wiem, że to potwornie długa historia włosowa, więc gratuluję wszystkim tym, którzy przeczytali do samego końca :D Ja ze swej strony jeszcze dodam, że wciąż mam nadzieję na to, że tym razem uda mi się zapuścić włosy tak, by były one też zdrowe aż po same końce! :)

Pozdrawiam serdecznie,
Ag90