czwartek, 18 sierpnia 2016

Przewóz kotów samolotem do UK od A do Z - część 1/2

Witam serdecznie!

Zgodnie ze starą obietnicą chciałabym zamieścić notkę tym razem nie o tematyce włosowej, a o transporcie zwierząt do UK. Mam nadzieję, że okaże się kiedyś dla kogoś przydatna, tym bardziej, że ciężko znaleźć pewne, wiarygodne informacje na ten temat w internecie, a przynajmniej mi nie było łatwo, gdy sama tych informacji szukałam.

Ponieważ temat jest rozległy i nie chciałabym niczego ważnego pominąć, ale też nie chcę Was przytłoczyć ogromem informacji, postanowiłam go podzielić na dwie części.

Na początku chciałabym uświadomić, że przewiezienie zwierząt do Wielkiej Brytanii to nie taka prosta sprawa. Mimo że kraj należy do Unii Europejskiej (jeszcze...), to ma chyba najbardziej restrykcyjne zasady w całej Europie.





Jeśli chcemy zabrać ze sobą naszego Pupila na Wyspy, musimy obrać jedną z trzech opcji:

1) transport lądowy
2) transport morski
3) transport lotniczy

Omówię po kolei każdą opcję oraz uzasadnię, dlaczego z Mężem ostatecznie się zdecydowaliśmy na opcję nr 3.

Transport lądowy - można zabrać zwierzątko do własnego auta, albo skorzystać z firmy kurierskiej specjalizującej się w przewozie zwierząt. Jedyna trasa lądowa to Eurotunelem przez Calais we Francji. O tym, jak niebezpiecznie jest w Calais, można przeczytać chyba we wszystkich serwisach informacyjnych, dlatego nieuświadomionym polecam wyszukanie informacji w google, po prostu wpisując hasło "Calais".
O tym, że nie chcemy skorzystać z firmy kurierskiej (pomimo, że to najtańsza opcja ze wszystkich trzech) zdecydowaliśmy z Mężem już na samym początku. Zwierzę osamotnione podczas 24h podróży z obcymi ludźmi, oraz historie wyczytane w internecie o tym, jak zwierzę nie docierało prosto do celu, tylko podróżowało 3 dni i ledwo żywe dojechało, wystarczająco nas zniechęciły. Gdyby ktoś jednak chciał wybrać ten sposób, to miłośnicy kotów na forum Miau.pl polecają firmę Linora.pl.
Orientacyjnie koszt przewiezienia jednego kotka czy psa przez firmę kurierską wynosi 500-600zł i wzwyż. Natomiast NIE polecam, a wręcz odradzam korzystanie z usług ludzi prywatnie ogłaszających się, że za niewielką sumę (np. 300zł) zabiorą zwierzaka - jest to wysyłanie kota w worku, a nie wykupowanie usługi u profesjonalnej firmy, lepiej już o wiele zabrać zwierzę na własną rękę!


Jedna z dwóch Podróżniczek - Niga :)


Transport morski - opcja podobna do pierwszej, tylko zamiast przejeżdżać przez Calais, wybiera się drogę morską. Podróż jest tak samo długa - przykładowo jazda na trasie Kraków - Rotterdam to min. 10h jazdy, a następnie popłynięcie promem z Rotterdamu (albo z belgijskiej miejscowości Zeebrugge) do Hull (tam gdzie mieszkamy), to kolejne 12h podróży. Listę akceptowanych tras drogą morską można znaleźć na stronie rządowej Wlk. Brytanii tutaj.
Rozważaliśmy z Mężem tę opcję pod uwagę, jednakże po obliczeniu kosztów (ubezpieczenie auta, opłaty za jazdę autostradą, za prom itp.) wyszło, że transport lotniczy jest niewiele droższy, a bezpieczniejszy i wygodniejszy i dla nas, i dla naszych kotów.

Transport lotniczy - tu była niespodzianka dla mnie samej, która przecież siedziała w branży lotniczej i odprawiała na lotnisku zwierzątka.
Po pierwsze i najważniejsze - nie przewieziemy zwierzęcia ani na pokładzie samolotu, ani w luku bagażowym - w ŻADNEJ linii lotniczej! Wynika to z prawa brytyjskiego, a nie jest to "widzimisię" czy zmowa linii lotniczych.
Czy więc można drogą lotniczą przewieźć? Ano można, ale wykupując lot w samolocie CARGO (jest to samolot towarowy przeznaczony tylko do przewozu ładunków) u jednej z dwóch narodowych linii lotniczych, które, z tego co się orientuję, jako jedyne są uprawnione do przewozu lotniczego zwierząt do z Polski do UK - Polskich Linii Lotniczych LOT, albo British Airways.
British Airways jest bardzo drogie, wołają sobie ponoć od 1000 funtów za zwierzaka (!), dlatego sobie ich z góry odpuściliśmy. Natomiast PLL LOT jest zdecydowanie tańsze. Koszt przewozu małego pieska czy kotka to około 700zł z Warszawy, dwóch kotków w jednym transporterze - 1500zł.*


 A tu druga Podróżniczka o imieniu Blanka :)


Koszty rosną, gdy chcemy nadać z innego lotniska niż Warszawa-Okęcie - ponieważ i tak muszą zwierzaczki odbyć podróż do Warszawy, a potem do Londynu Heathrow (do tzw. Heathrow Animal Reception Center).

*Wszystkie ceny, które podałam, obowiązywały w styczniu 2016r.

A o tym, jakie są dokładne koszta, jak należy przygotować zwierzę do takiej podróży (szczepienia, dokumenty, ekwipunek), opiszę w następnej notce.

Pozdrawiam! :)
Ag90


9 komentarzy:

  1. Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w całej rozciągłości! <3

      Usuń
  2. Dodaję pierwszy komentarz od lat na blogach. �� Dzięki Tobie i temu blogowi podcięłam dzisiaj ok. 7 cm włosów. Fryzjera nie wiedziałam od roku. Ostatni raz zamiast zrobić mi pasemka spieprzył moje i tak liche włosy (rozjaśnił całość). Od brody w dół nadal są one jaśniejsze i cieńsze. Fryzjerka powiedziała, że moje od góry (odrost do brody) są 3 razy grubsze niż te gdzie są pozostałości po rozjaśniaczu. Dzięki Tobie przemogłam się i ścięłam te cienkie końcóweczki, które tworzyły jako taką długość, ale sprawiały, że włosy wyglądały na zniszczone. Jestem bardzo zadowolona, chociaż zapuszczam włosy, te 7 cm niteczek odjete sprawiło, że włosy się tak nie płaczą i strączkują. Wizualnie są gęstsze. Nie mogłam się przemóc, bo żal mi było długości, ale twój blog mnie do tego zmotywował. W końcu te włosy jakoś wyglądają mimo tego, że są rzadkie i cienkie. Dziękuję za motywację. ��

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Serce rośnie czytając takie wspaniałe komentarze <3 Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że komuś pomogłam zmotywować dzięki blogowi! Mam też ogromną nadzieję, że jeśli nie byłaś do tej pory włosomaniaczką, to przejdziesz na "włosomaniaczą stronę mocy" i odnajdziesz tu oraz na innych blogach informacje i rady dt. pielęgnacji włosów :) Dziękuję za Twój komentarz! :*

      Usuń
    2. Byłam poniekąd włosomaniaczką, ale tej zniszczonej, przerzeczonej partii włosów nic nie ratowało. Powyżej włosy mogły być taflą, a końce czyli smętne zwisające nitki i tak psuły cały efekt. Zamierzam zapuścić swoje naturalne włosy i stopniowo pozbywać się długości pamiętającej rozjaśniacz. Długość jaką mam teraz jest dla mnie
      optymalna wizualnie (kilka cm przed zapięciem stanika). Dopiero po ścięciu uświadomiłam sobie, że zdrowe włosy krótsze są o niebo lepsze niż długie, ale nieskalane fryzjerskimi nożyczkami i porozdwajane na końcach. To, co urośnie (stosuję wcietki) będę regularnie podcinać co 3-4 miesiące. Zaczynam wierzyć w swoje włosy i lubić je, chociaż naprawdę są cieniutkie i rzadkie. Ważne, że nie zaniedbane. :) Teraz jak widzę zniszczone włosy to nie myślę "Szkoda długości" tylko "Po ścięciu pewnej długości byłoby o wiele lepiej". :)

      Usuń
    3. Ojj Kochana, rozjaśniacz potrafi zniszczyć włosy, nic dziwnego zatem, że te końce się zniszczyły i porozdwajały :( Jedynym ratunkiem na zniszczenia są nożyczki, nie ma zmiłuj, żadna "cud-miód" maska nie sklei rozdwojonych włosów (silikony co najwyżej mogą "zakryć" ten stan włosów... do następnego mycia). Jak już będziesz miała w 100% swoje włosy, to zobaczysz, że będzie łatwiej o nie dbać, za co mocno trzymam kciuki! :)

      Usuń
  3. Fajny wpis, ja nigdy nie przewoziłam zwierzaków, ale taki post na pewno by mi pomógł :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Od niedawna i u mnie jest kot :) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń