czwartek, 31 marca 2016

Kryzys, nie tylko włosomaniaczy.

Hej Wszystkim!

Jestem, żyję - ale co to za życie, jak się leży chorym w łóżku..? 
Dopadło mnie przeziębienie, którym mnie Mąż zaraził. Zachorował w Wielki Piątek, a mnie rozłożyło w Lany Poniedziałek. Powiem szczerze, że mam już dość leżenia w łóżku, osłabienia i gorączkowania T_T

Nawiązując do poprzedniego postu, to mam w wersjach roboczych przygotowaną w połowie notkę na temat przewozu kotów do Wlk. Brytanii. Ta połówka wyszła taka długa, że zdemotywowałam się tym, że nikt tego nie będzie chciał przeczytać :( Nie mam pomysłu na to, jak ją skrócić, a uwierzcie mi, że starałam się napisać o samych najważniejszych sprawach! Może kiedyś jeszcze się za nią zabiorę, nie wiem, w każdym razie, jeśli ktoś by chciał uzyskać ode mnie informacje w tej sprawie, bo sam ma w planach przewiezienie swoich Pupili do UK, to zawsze się można ze mną skontaktować i zapytać mailowo, udzielę odpowiedzi :)



Przechodząc do tematu notki: skąd ten kryzys?

Najpierw odpowiem skąd kryzys włosomaniaczy:

1) Moje włosy, im dłuższe, tym bardziej stają się problematyczne.
Końcówki przednich pasm się niszczą, kruszą i rozdwajają - po podcięciu 2-3cm jest dobrze przez następne 2-3 miesiące, a potem problem powraca. Jak można się domyśleć, gdybym od razu podcinała po ukazaniu się zniszczeń, to włosów w ogóle bym nie zapuściła. Staram się zatem podcinać co 5-6 miesięcy, by nie wyjść na zero.

2) Nie prowadzę takiej pielęgnacji włosowej, jaką bym chciała. 
A chciałabym regularnie olejować włosy, co miesiąc używać cassi, używać naprzemiennie kilka masek/odżywek. Niestety, ale w UK się nie uświadczy żadnych kosmetyków rosyjskich (przynajmniej nie ma ich tam, gdzie mieszkam), więc trzeba sobie samemu przywozić z Polski. A że przez ograniczoną wagę bagażu przywiozłam sobie tylko maskę mango Planety Organica oraz maskę Gliss Kur (żółtą), to trochę słabo...
Ponadto kończy mi się zapas szamponu papryczkowego Love2Mix. Nie wyobrażam sobie nieużywania tego szamponu, jest genialny! Nie znalazłam jeszcze godnego następcy... Szampony Sylveco niestety odpadają - moje włosy nie lubią protein zbożowych, a po pszeniczno-owsianym miałam przeproteinowane włosy, natomiast balsamu myjącego nawet nie chce próbować, bo nie uznaję olei w szamponach - mam już wystarczający problem z przetłuszczaniem się włosów, by je jeszcze dobijać.



A czemu nie używam cassi, nie oleluję włosów? No cóż, powód jest dość prozaiczny - nie mam do tego warunków. O ile z cassią jest podobny problem, co z kosmetykami rosyjskimi, czyli trzeba sobie przywieźć z Polski, bo w Hull nigdzie jej nie widziałam, tak już z samym "zacassiowaniem" włosów, czy olejowaniem jest ten problem, że... Nie mieszkam sama. Mieszkam w domku, gdzie jest, łącznie ze mną i Mężem, siedmiu lokatorów i raptem są dwie łazienki, a jedna z tych łazienek jest naprawdę malutka. A skoro już o domku mowa...

3) Jest FATALNA woda. 
To nie jest zwykła, twarda woda, bo wręcz śmierdzi ona chlorem! Odkąd tu się myję, moje włosy są w gorszym stanie, są wysuszone, skóra głowy też, pojawił się problem z łupieżem... Masakra! Nie mam pojęcia, jak mogę temu zaradzić :(




Pozostałe, niewłosowe powody kryzysu:

1) Wciąż jestem bezrobotna.
Rekrutacja do pracy w firmie, na której mi najbardziej zależy, wydłuża się w nieskończoność. Gdybym wiedziała, ile to potrwa, to bym od razu po przyjeździe szukała jakiejś tymczasowej pracy, a tak to teraz jest na to za późno (są oferty pracy, ale na minimum 3 miesiące). Ustalony termin rozmowy mam na 19 kwietnia. Trzymajcie za mnie kciuki!

2) Kto jest święcie przekonany o tym, że zna angielski w stopniu zaawansowanym, niech przyjeżdża do Wlk. Brytanii i to zweryfikuje. 
Anglicy nie mówią BBC English, a już na pewno nie w innych rejonach niż południe UK. W Yorkshire Brytyjczycy mówią zupełnie inaczej, mają inny akcent oraz wymowę, do której nie jest tak prosto się przyzwyczaić i wsłuchać. Powiem szczerze, że wciąż mam z tym problem - znam angielski, nie boję się mówić w tym języku, ale przez tą wymowę nie zawsze jestem w stanie zrozumieć, co oni do mnie mówią. Mogę mieć niestety przez to problemy ze znalezieniem pracy innej niż w fabryce, czy w polskim sklepie, jeśli mi się nie uda dostać tej pracy, do której aktualnie się ubiegam.




3) Fatalni współlokatorzy oraz warunki mieszkaniowe.
Nie chcę ich obsmarowywać za bardzo na blogu, ale wierzcie mi, że są naprawdę fatalni. Wszyscy palą papierosy, oprócz mnie i Męża, a  ja nienawidzę smrodu fajek, wręcz dostaję od tego migreny. Pal licho, gdyby tylko palili na zewnątrz, ale palą też w środku, w łazience, czy w salonie. Nie dbają o porządek i czystość, nie domywają naczyń (tak, zgadza się, muszę po nich jeszcze raz zmywać, bo im się tego zrobić dokładnie nie chciało), albo co gorsza kradną (np. płyn do płukania, czy proszek do prania, który tajemniczo szybko "znikał"). Poza tym mamy mikropokój, gdzie 3/4 powierzchni zajmuje łóżko, pozostałą przestrzeń zajmuje szafa oraz komoda, i nie wiele tego zostaje. A nasze koty mają zakaz przebywania poza naszym pokojem. Owszem, są niewychodzące, ale są przyzwyczajone do większej przestrzeni, zawsze miały gdzie się wybiegać, pobawić, a teraz na tej ograniczonej powierzchni są po prostu nieszczęśliwe :( 
Niestety wynajęcie mieszkania tylko dla siebie nie wchodzi w grę, dopóki nie znajdę pracy...




Mam nadzieję, że wszystko się jakoś ułoży i że od maja już nie będziemy się tak bardzo męczyć!

Serdecznie pozdrawiam z UK.
Ag90

PS. Zdjęcia są mojego autorstwa i zostały zrobione w Hull.

11 komentarzy:

  1. Jezu, hak ja nie lubie czytac, że u kogoś, kogo polubiłam, nawet tylko i terentowo, źle sie układa :( mam szczerze wielką nadzieje, że z pracą sie uda bo ina by przynajmniej część problemów rozwiązała... ale i tak najważniejsze, że masz blisko męża - razem na pewno przetrwacie ten trudny okres!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No cóż, uroki życia, nie zawsze wszystko układa się po myśli... Dzięki za dobre słowa :*

      Usuń
  2. Hej. Bardzo przykro to czytać :(
    Mam nadzieję, że dostaniesz tę pracę, a wtedy i z resztą się ułoży.
    Chciałam Ci napisać o szamponie, bo mamy bardzo podobne włosy i ten sam ulubiony szampon :) zazdroszczę że jeszcze go używasz, bo mi się skończył 8 miesięcy temu i od tamtej pory go nigdzie nie znalazłam. W każdym razie próbowałam używać innych, ale te których używałam były albo obciążające albo za mocne do używania co drugi dzień (piekący skalp itd.). W aptece babka poleciła mi Bioderme Node Fluide. Jak zobaczyłam cenę, to pomyślałam że oszalała. Ale dostałam próbki i jestem zachwycona. Udało mi się go kupić na przecenie w drogerii internetowej (37 zł za 400ml) i właśnie kończę pierwszą butelkę. Zużywałam ją równe trzy miesiące, myjąc podwójnie co drugi dzień. Naprawdę mogę go polecić jako następcę papryczek, nie obciąża, domywa, nie podrażnia. Tak mniej więcej co trzecie mycie używam innego, trochę z oszczędności a trochę po to żeby wykończyć te nietrafione (Neutralny z Natury Siberiki, różowy z Baikal Herbals, łopianowy od Babuszki i Rainforest z Body Shopu). Mam nadzieję, że ułatwi Ci to poszukiwania, bo ja żałuję tych paru miesięcy chodzenia z podraznionym lub "tłustym" skalpem :/
    Życzę powodzenia na obczyźnie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuje za polecenie szamponu! Cena jest dość wysoka, dlatego na początek wolałabym zaopatrzyć się w próbki, by sprawdzić, czy ten szampon też i u mnie się sprawdzi :)
      Co do szamponu papryczkowego, to byłam na tyle sprytna, że wykupiłam ostatnie sztuki na allegro, stąd mam zapasy :D Myślałam jeszcze o wypróbowaniu szamponu z Ecolab, mam nadzieję, że zdołam się zaopatrzyć przy najbliższej wizycie w PL :)

      Usuń
    2. Lobbuję za Biodermą.;) Cena jest wysoka, ale wydajność dobra. I tak jak napisała wyżej Martynka nie podrażnia i nie obciąża. Mam włosy podobne do Twoich i też nie toleruję oleju w szamponach.
      Trzymam kciuki za pracę :)

      Usuń
  3. Trzymam kciuki za Twoją pracę! Mimo tych nieprzyjemnych czynników masz chociaż ładną okolicę! :-) Ja też szukam następcy szamponów Love2Mix, jak na razie z marnym skutkiem. I również po przeprowadzce zauważyłam, że woda jest mocno chlorowana, więc włosy są non stop spuszone :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojj tak, starówka Hull też mi się podoba :)
      Utrapienie z tą chlorowaną wodą, no nie? Jakby nie mogła być wszędzie taka sama, dobra woda! :P
      Jakby udało Ci się znaleźć godnego następcę Love2Mix, to daj koniecznie znać :)

      Usuń
  4. na pewno znajdziesz szybko pracę, a wtedy wszystko będzie już z górki. Nie poddawaj się, przeczekaj zły czas i będzie lepiej .Początki zawsze są trudne :< Mnie też niedługo czekają zmiany w życiu i boję się jak to będzie, ale musimy dać radę :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za wsparcie :* I też powodzenia życzę!

      Usuń
  5. Ech trochę czasu minęło odkąd do Ciebie zaglądałam (2 miesiące?)... Mam nadzieję, że się ułożyło z pracą. Niestety tak jest z językiem, że co innego nasz nauczony w szkole, a co innego "street English" :/ Napisz, czy coś wyszło.
    Ja miałam zawirowania, praca ponad rok w jednej firmie, potem kryzys w branży i nie przedłużono mi umowy, teraz jeszcze nie wiadomo jak będzie, praktyki, a może nawet praca, ale jest ciężko... Po tym co słucham od rodziny pracującej w UK, to naprawdę ma się ochotę rzucić wszystko i wyjechać, żeby chociażby sprzątać w sklepie ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety, nie ułożyło się póki co ;) Nie może być za dobrze :P
      Współczuję z pracą :( Mam nadzieję, że udało Ci się znaleźć nową pracę, łatwiej coś znaleźć, jak się już ma doświadczenie... Daj znać!
      A w UK nie jest różowo, nawet do Tesco czy Subwaya organizują wieloetapowe rekrutacje, jakby się co najmniej na specjalistę w korpo starowało :P W mieście gdzie mieszkam, to pewna jest tylko praca w fabrykach lub na magazynach... Przez agencję pracy, która zabiera część Twojej pensji, więc legalnie zarabiasz poniżej minimalnej. Także kolorowo tu nie ma, jakby się wydawało.

      Usuń